Zostałam napadnięta. Uratowała mnie opieka Matki Bożej

Blisko miesiąc temu wyszłam o zmierzchu na spacer i idąc znanymi ulicami miasta odmawiałam Różaniec. Minąwszy swój blok mieszkalny, szłam dalej, ponieważ pozostały mi do odmówienia jeszcze dwie tajemnice chwalebne. Słyszałam, że ktoś za mną idzie; odwróciłam się ze dwa razy i zobaczyłam młodego, wysokiego mężczyznę, jednak nie przyszło mi na myśl, że ma on jakieś złe zamiary. Nagle zostałam napadnięta przez niego: zarzucił mi folię czy płachtę na głowę.

Strach - później luka pamięciowa (nie wiem, czy mnie wlókł czy rzucił). Wreszcie czuję, że leżę na ziemi przyciśnięta, a czyjeś dłonie usiłują mi zamknąć usta. Gdy wróciła mi pełna świadomość, zaczęłam straszliwie krzyczeć. Nie wiem, jak długo to trwało, bo w pewnej chwili słyszę nad sobą głos dwóch młodych ludzi, którzy spłoszyli napastnika. Wiem, że zostałam uratowana dzięki opiece mojej Najmilszej Matki, do której modliłam się też tego nieszczęsnego wieczora.

 To był widomy znak Jej obecności i opieki nade mną, ponieważ miejsce, gdzie zostałam wciśnięta - między duży kontener na śmieci a barak - było dogodne, aby pozbawić mnie życia czy dokonać czegoś gorszego. Skąd po utracie przytomności raptem znalazłam siłę do tak głośnego wołania? (dwa następne dni z tego krzyku bolało mnie gardło). Skąd niespodziewanie i w porę zjawili się młodzi ludzie, by udzielić mi pomocy? (przy dzisiejszej znieczulicy i obojętności na wołanie).

Tą drogą składam Niepokalanej i Jej Boskiemu Synowi podziękowanie za uratowanie mi życia. Dodam, że w szczególny sposób czczę św. Maksymiliana i powierzam się zawsze jego wstawiennictwu.

Danuta
2022-02-08 15:42 295

Komentarze

Ten materiał nie ma jeszcze komentarzy

Dodaj komentarz

Twój mail będzie nie widoczny.